
W wielu europejskich rynkach FMCG dyskonty stały się — lub w szybkim tempie stają się — najsilniejszym kanałem sprzedaży. Ich ekspansja zmienia ceny, marże, pipeline innowacji oraz strategie marek w całej branży.
Pamiętam rozmowę z prezesem firmy mleczarskiej, w której private label stanowił 65% całości sprzedaży.
Siedzimy w sali konferencyjnej. Za oknem — mleczarnia pracująca 18 godzin na dobę. Firma właśnie przechodzi kolejną trudną rundę negocjacji cenowych z dyskontami.
I pada pytanie:
„Powinniśmy budować markę czy zostać przy private label?
Mamy linie produkcyjne, ludzi, wolumeny i kontrakty… ale nasze marże wciąż spadają.”
To nie jest łatwe pytanie.
To pytanie egzystencjalne.
W innej firmie spożywczej, podczas prezentacji dla zarządu, usłyszałem:
„Czy powinniśmy dalej walczyć o listingi w dyskontach? Wolumen jest nam potrzebny, ale sprzedaż do mniejszych sklepów robi się coraz trudniejsza — jest ich po prostu coraz mniej.”
W ostatnich latach widziałem dziesiątki firm FMCG zmagających się dokładnie z tym samym dylematem. Dyskonty mają dziś ponad 40% polskiego rynku FMCG — i podwoiły ten udział w mniej niż dekadę. Większość firm, które nie zbudowały marki, ratowała sprzedaż szerokim asortymentem, konkurencją cenową i ograniczoną dystrybucją bezpośrednią.
Polska szansa
Dobra wiadomość jest taka, że polskie dyskonty rozwijają się inaczej niż te w Niemczech.
W Niemczech dominuje prostota i ograniczony asortyment — zazwyczaj ok. 1500 SKU, minimum innowacji, maksimum efektywności.
W Polsce widzimy „supermarketyzację” dyskontów. Biedronka i Lidl mają dziś ponad 3000 SKU. Testują innowacje. Dają markom producentów miejsce na półce. Prowadzą promocje bardziej przypominające supermarkety.
To tworzy szansę — ale tylko wtedy, gdy jasno wybierzesz strategię.
Trzy strategie. Trzy różne przyszłości.
Firmy zastanawiające się, w którą stronę pójść, mają tak naprawdę trzy opcje. Każda oznacza zupełnie inny model biznesowy — z własną logiką, ryzykami i konsekwencjami na lata.
STRATEGIA A — Budować markę
To oznacza inwestowanie w świadomość konsumenta, innowacje produktowe, pozycjonowanie premium i budowanie relacji z sieciami jako właściciel marki — a nie dostawca private label.
Co jest potrzebne:
- Inwestycje marketingowe (minimum 3–7% przychodu)
- Silne kompetencje marketingowe (funkcja marketingu reprezentowana na poziomie Zarządu
- Pipeline innowacji i kompetencje NPD
- Zespół sprzedaży skoncentrowany na sell-in marki, nie tylko wolumenie
- Wyższe marże brutto, aby finansować brand building (35–45% vs 15–25% w private label)
- Czas — zwykle 5–10 lat na zbudowanie solidnego equity
Co zyskujesz:
- Siłę cenową i ochronę marży
- Lepszą pozycję negocjacyjną
- Możliwość wejścia do nowych kanałów (e-commerce, convenience, HoReCa)
- Wartość aktywa — markę można sprzedać, licencjonować, skalować
- Długoterminową niezależność
Ryzyko: porażka. Budowanie marki jest trudne. Większość prób się nie udaje. Możesz zainwestować miliony, a marka nie „zaskoczy”.
Ale jeśli się uda — sam decydujesz o swojej przyszłości.
STRATEGIA B — Produkcja dla dyskontów i sieci (private label)
To droga producenta kontraktowego: maksymalna efektywność operacyjna, długie serie, minimalne koszty i akceptacja niskich marż.
Co jest potrzebne:
- Doskonałość operacyjna i przewaga kosztowa
- Wysokie wykorzystanie mocy (85–95%)
- Kontrakty długoterminowe (3–5 lat)
- Ciągłe usprawnienia procesów
- Akceptacja EBITDA 8–15%
Co zyskujesz:
- Stabilny, przewidywalny wolumen
- Niższe koszty komercyjne (zero marketingu, minimalna sprzedaż)
- Jasny fokus na efektywności produkcji
- Przychód od pierwszego dnia
Ryzyko: zależność egzystencjalna. Jeden klient może stanowić 40–60% przychodów. Jeśli zmieni warunki lub dostawcę — nie masz „planu B”.
Masz moce produkcyjne, ale nie masz własnej przyszłości.
STRATEGIA C — Najczęstsza pokusa
„Zbudujmy markę, ale jednocześnie róbmy private label. Przecież da się to połączyć.”
Tak — ale tylko pod jednym warunkiem:
Dwa osobne business unity. Dwa P&L. Dwa zespoły. Dwie struktury kosztowe.
Bez tej separacji presja wolumenowo–kosztowa z private label zawsze wygrywa.
Zespół sprzedaży koncentruje się na szybkich dealach.
Pipeline innowacji usycha.
Budżety marki są cięte, gdy wyniki kwartału są słabsze.
Widziałem ten scenariusz dziesiątki razy:
- Zespół marki proponuje premiową innowację → „za drogo”.
- Dyskont chce obniżki → tniecie koszty w całej firmie, także w marce.
- Najlepsi handlowcy wolą szybkie wolumeny w private label → marka dostaje resztki uwagi.
Strategia C działa tylko wtedy, gdy:
- Biznes markowy ma własnego GM z pełną odpowiedzialnością P&L
- Zespoły sprzedaży mają różne KPI (marka: marża i dystrybucja; PL: wolumen i efektywność)
- Różne struktury kosztów (produkty marki mogą mieć 20–30% wyższy COGS)
- Jasne zasady transfer pricingu
Bez tego masz najgorsze z obu światów:
słabą markę i kurczące się marże w private label.
Co to oznacza w praktyce
W polskim FMCG wybór strategii nie jest decyzją typu „spróbujmy tego kierunku”.
To decyzja o tym, kim chcesz być za 10–20 lat — i jakie ryzyko jesteś gotów podjąć.
- Strategia A wymaga odwagi, kompetencji, inwestycji i konsekwencji. Jest najtrudniejsza — ale daje kontrolę nad przyszłością.
- Strategia B daje szybki wolumen i fokus operacyjny — ale oznacza zależność od klientów, którzy będą bezlitośnie ściskać Twoje marże.
- Strategia C działa tylko wtedy, gdy oba modele są strukturalnie rozdzielone. A większość firm nie ma dyscypliny, by to utrzymać.
Najgorsza strategia
Próbować robić A i B w jednym zespole, jednym procesie i jednym P&L — wmawiając sobie, że „trzymamy opcje otwarte”.
To prawie zawsze kończy się porażką.
Kończysz z marką zbyt słabą, by sprzedawać premium, i z private label zbyt drogim, by konkurować z prawdziwymi liderami kosztowymi.
Zadaj sobie jedno pytanie
W jakim biznesie naprawdę jesteś?
Bo dyskonty nie będą czekać na Twoją decyzję.
Rosną szybko, konsolidują władzę i z każdym kwartałem coraz lepiej ściskają dostawców.Twoi konkurenci właśnie wybierają swoje strategie.
Pytanie brzmi: czy Ty wybierzesz swoją świadomie — czy pozwolisz, by rynek wybrał ją za Ciebie?